
Przepis wypadkowy.
Wypadkowa z kilku przepisów z netu.
Agnieszka zebrała przepisy, a Marta złożyła w sensowną całość. Rezultat poniżej. Muffiny udały się już trzykrotnie, czyli sukces jest powtarzalny, czyli mamy recepturę idealną.

Miska 1:
mąka (szklanka)
sól (szczypta)
proszek do pieczenia (pół łyżki stołowej)
przyprawy (co kto lubi, ilość: żeby nie było ich więcej niż mąki ;) - nam poszła bazylia, oregano, curry, słodka papryka, garam masala, czosnek)
Miska 2:
olej/oliwa (ćwierć szklanki)
mleko (2/3 szklanki - sojowe też bdb)
jajko
Miska 3:
jak fantazja podpowiada, czyli np.:
podsmażona cebula
oliwki (pokrojone drobno, by za bardzo nie opadły)
suszone pomidory z oliwy
starty dowolny ser lub inne tofu
duszony por
podsmażony czosnek

Zawartość miski 2 wlewamy do miski 1, a jak zawartości się trochę połączą, dorzucamy zawartość miski 3. Należy pamiętać, by ciasto na muffiny traktować z nonszalancją - nie może być gładkie i idealnie kremowe, powinno być w nim powietrze, żeby babeczki wyrosły wysoko i malowniczo :)
Pieczemy ok. 25 minut w 180 stopniach. Aby uzyskać tyle babeczek, co na poniższym zdjęciu, należy podwoić podane proporcje.

Smacznego!